Wywiad z Agatą Ballaun z Design Against Crime.

Czy zastanawialiście się kiedyś nad wpływem designu i architektury na lokalną społeczność? Jak to się dzieje, że niektóre dzielnice z niebezpiecznych stają się oazami spokoju? Co daje projektowanie wspólnie z ludźmi, których kojarzymy zwykle z marginesem społecznym? Czy zwykły park może mieć większe znaczenie dla ograniczenia przestępczości niż lata zaostrzania przepisów? Kręcą nas takie pytanie i z ciekawością słuchamy odpowiedzi. Zapraszamy do lektury wywiadu z Agatą Ballaun z Design Against Crime.

Rozmawiała Zofia Barańska, Progressive Partners

Czym jest Design Against Crime I skąd wzięła się ta dziwna nazwa?

Design Against Crime, w skrócie DAC, to inkubator inicjatyw z dziedzin innowacji społecznej. Zajmuje się badaniami i projektowaniem konkretnych rozwiązań społecznych problemów. Działania DAC opierają się na założeniu, że zarówno teoria jak i praktyka designu nie kłócą się z funkcjonalnością ani estetyką. Bezpieczny design powinien być przyjazny dla użytkownika, a niesympatyczny dla przestępcy – ale nie oznacza to, że ma być brzydki i odstraszać.  Poprzez projektowanie usług, produktów, kampanii, strategii DAC chce  pokazać, że przestępstwa można wyeliminować również dzięki designowi oraz budowaniu ‘sustainable communities’.

DAC jest centrum badań i częścią uniwersytetu:  University of the Arts w Londynie  i znajduje się w budynku Central Saint Martins.  Sam budynek niewiele ma wspólnego z typową uczelnią. Są tam pracownie, katedry, sale ale też restauracje, kawiarnie, kilka firm wynajmuje tam biura, są przestrzenie wystawowe.  Jest to cześć planu rozwoju jednej z dzielnic Londynu – Kings Cross – która jeszcze 5-6 lat temu była bardzo niebezpieczną dzielnicą slumsową. Władze musiały zadbać o wizerunek i bezpieczeństwo tej dzielnicy po wprowadzenie usług Eurostar(red. szybki pociąg kursujący na trasach międzynarodowych, London-Paryż i Londyn-Bruksela), bo zaczelo się tam pojawiac dużo cudzoziemcow.

Co wy tam robicie?

Robimy dużo projektów ze studentami końcowych lat albo doktorantami; Pracujemy też z prywatnymi firmami, które się do nas zgłaszają z konkretnym problemem do rozwiązania albo z wyzwaniem, oraz z sektorem publicznym.

Możesz podać kilka przykladow?

Np. Puma, która zrobila razem z nami rower. Londyn jest przeludniony  i w godzinach szczytu nie można z rowerem wsiąść do metra. Chodzilo o to, żeby ten rower można było złożyć i żeby on nie był za cieżki – żeby można z nim było chodzić cały dzień po mieście.

ScreenHunter_01 Apr. 25 22.56

Dla urzędu miasta zrobiliśmy projekt stojaków na rowery. Stojaki to jest zwykle  taki drąg na dwóch nóżkach i tam się przykręca rower. No, ale niestety to można przykrecić z jednej strony i w efekcie bardzo łatwo jest taki rower ukraść.  We współpracy z policją zaprojektowaliśmy stojak, który jest funkcjonalny i znacznie utrudnia kradzież, bo rower można przypiąć z dwóch stron.

ScreenHunter_02 Apr. 25 22.57

Innym z projektow był projekt dla CarrySafe – firmy produkujacej torby i plecaki. Zaprojektowalismy je tak, żeby bardzo trudno było zerwac taką torbę/plecak z plecow jak jesteś w autobusie lub metrze.

Jak działacie?

Zazwyczaj zgłaszamy nasze rozwiązanie na problem, który zostaje ogłoszony publicznie np. przez lokalne władze. Wspólnie z zespołem projektujemy produkt/kampanię i zgłaszamy do konkursu. Projekt, który wygra jest finansowany ze środków publicznych.

Jeśli przychodzi do nas konkretna firma, zazwyczaj ma jakiś ogólny zamysł tego, co chciałaby zrobić/osiągnąć, i uznała że jesteśmy odpowiednią organizacją, żeby pomóc. Wówczas razem z zespołem i z osobami z firmy, która się zgłosiła, wspólnie szukamy czegoś innowacyjnego, ale również funkcjonalnego.

Bardzo ważny jest proces kreacji, w którym uczestniczą różne środowiska – nie tylko na początku, w fazie konceptualnej, ale przez cały czas trwania projektu. Projektujemy dla ludzi, zajmujemy się innowacjami społecznymi, w których centrum jest człowiek.  Klipsy na torby czy krzesła, które utrudniają kradzież torebki w kawiarni, czy też specjalnie zabezpieczone przed „kieszonkowcami” plecaki projektujemy m.in. wspólnie z przestępcami, odsiadującymi wyroki za kradzieże tego typu.

stop_thief

Kogo jeszcze zapraszacie do współpracy poza studentami, policją czy przestępcami?

Urzędy miejskie i wszystkie mniejsze instutucje związane z miastem np. ostatnio urząd pracy:  obecnie robimy projekt dla urzędu pracy i bezrobotnych. Celem tego projektu jest zbudowanie większej empatii u obu stron. Za pomocą wizualnych środków, prostych gier, aktywności, przybliżamy bezrobotnym rynek pracy i rządzące nim prawa, a zatrudniającym – problemy, z jakimi muszą się zmierzyć szukający pracy. To bardzo otwiera oczy, buduje nić porozumienia.

Innym ciekawym projektem jest  Graffolution – dwuletni projekt  – mający na celu budowanie świadomosci różnicy między streetartem a wandalizmem. Nie ma teoretycznej bazy tego, czym jest street art – jeden ze znaków rozpoznawczych Londynu. To co, dla nas jest ładne, może być zupelnie inaczej oceniane np. przez policję  i w konsekwencji zamalowywane. Nie ma żadnych wynaczników. Trzeba je dopiero stworzyć. Najpierw  musimy zbudować bazę wiedzy, na tyle dużą, żeby np. Banksy nie był zamalowywany a jakieś wulgaryzmy czy rasistowskie hasła, tak. Potrzebny jest też dialog między policją a grafficiarzami. W tym pomagał nam wcześniej projekt Graffiti Dialogues – seria spotkań, warsztatów, projekcji z udziałem artystów, urzędników miejskich i mieszkańców osiedli, na których powstają murale. Najważniejsza jest dla nas zawsze nić porozumienia, zrozumienie, relacje międzyludzkie – każdy projekt od tego się zaczyna. To ogromna część podejścia, które wyznaje i wprowadza DAC – Socially Responsive Design. Projektujemy dla ludzi i z ludźmi, bo design właśnie w tą stronę zmierza.

Czym DAC jako organizacja różni się od większych firm, agencji i centrów badawczych? Opowiedz trochę o tym, jaka atmosfera panuje w pracy.

DAC otworzył mi oczy. Jest to organizacja o potężnej mocy w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Organizacja, która chce zmieniać, działać, poszukiwać, nie boi się eksperymentów i nowych ścieżek. Struktura działań musi być podparta doświadczeniem, ale nurty są eksperymentalne. Ogromny wpływ na to, jak działamy, ma fakt iż jesteśmy częścią uczelni artystycznej, jednej z najlepszych na świecie. Tutaj podstawą nie jest myślenie logiczne, analityczne – zachęca się do błądzenia, poszukiwań pod okiem mentorów o otwartych umysłach.

Lorraine, założycielka DAC, jest w ciągłej podróży – konferencje nt. podstaw wyobraźni, ciemnej strony kreatywności, ostatnio ‘Future Cities’ w Indiach. Na jej biurku zawsze jest stos książek, magazynów. Ostatnio podsunęła mi analizę rytuałów szamańskich w Rosji i artykuł własnego autorstwa o złym miejskim designie skłaniającym do przestępczości i o tym, jak można to zmienić. Robiłam też dla niej badania na temat ciemnej strony kreatywności. Jechałam metrem w Warszawie, w jednej ręce książka ‘The Art of Nazi Germany’, w drugiej ‘Shamanic Rituals’. Ludzie dziwnie patrzyli. DAC zaszczepił mi głód wiedzy, otwartość.

Czy jest jakiś projekt, który szczególnie zapamiętałaś?

Pamiętam łzy wzruszenia, silne emocje, gdy robiliśmy warsztat o empatii dla bezrobotnych i urzędu pracy. Jedna za studentek chciała pokazać emocje, które towarzyszą przy procesie rekrutacji dwóm stronom. Przyniosła żonkile w doniczkach i probówki. Żonkile ścinano na początku dnia warsztatowego, wkładano do probówek – każdy o wyznaczonej porze ‘rozmowy kwalifikacyjnej’. W doniczce było widać kiełkującą bulwę, jedna z osób powiedziała, że to tak, jak nadzieja, kiedy zadzwoni telefon i ktoś zaprosi na rozmowę. W oczach uczestników zobaczyłam łzy.

Tylko w jednej probówce była woda, pozostałe żonkile zwiędły. Pytaliśmy obu stron, co czują. Wywiązała się żywa dyskusja o emocjach, ludzkiej stronie rekrutacji, nie o samym procesie i teoriach. Bardzo proste ćwiczenie, ale dzięki obrazowości mocno przemówiło do obu stron. Byłam dumna, bo dialog to to, na czym zależy nam najbardziej, od niego wszystko się zaczyna.

 

 

 

 

 

Powrót